
Historia · 1934–1955
Najpiękniejsze kłamstwo w wyścigach.
Noc zdrapywania farby miała nadać Srebrnym Strzałom ich nazwę. Dowody mówią co innego. Niewątpliwe jest wszystko, co nastąpiło później.
Nürburgring, 3 czerwca 1934. Mercedes-Benz powrócił do wyścigów Grand Prix po pięciu latach przerwy, z nowym samochodem, którym nikt jeszcze nie jeździł. Na wadze, jak głosi opowieść, ważył o kilogram za dużo – więc mechanicy przez całą noc szlifowali białą farbę z karoserii, a rano samochód był srebrny.
Manfred von Brauchitsch wygrał tego popołudnia. Wszystko inne w powyższym akapicie jest wątpliwe. Jest to również najczęściej powtarzana historia powstania w sportach motorowych, a Mercedes-Benz nadal ją opowiada – ostrożnie, w dzisiejszych czasach, z dołączonym słowem „legenda”.
Rozdział I · 1932–1934
Noc, która prawdopodobnie nigdy się nie wydarzyła.
Historia ze zdrapywaniem lakieru pojawiła się drukiem po raz pierwszy w 1958, we wspomnieniach kierownika zespołu Alfreda Neubauera — dwadzieścia cztery lata po wyścigu i trzy lata po całkowitym wycofaniu Mercedesa ze sportu motorowego. Nie wspomina o niej żadna ówczesna relacja z Eifelrennen 1934. Nie rozstrzyga jej żadne zdjęcie. A gdy historyk Eberhard Reuss odszukał regulamin, znalazł szczegół obalający całą opowieść: tamtego Eifelrennen w ogóle nie rozegrano według formuły 750 kilogramów. Samochodów nie obowiązywał więc taki limit masy.
Jest jeszcze jeden kłopotliwy szczegół. Siedem lat przed wydaniem wspomnień Neubauer pisał o formule 750 kilogramów, nie wspominając ani razu o Eifelrennen — przytoczył jednak opowieść z francuskiego magazynu z 1906 roku o kierowcy, który zdrapał lakier z samochodu, aby zmieścić się w limicie masy.
To, co wydarzyło się naprawdę, jest mniej filmowe, ale ciekawsze. Niemieckie samochody wyścigowe miały być białe, lecz niepolakierowane aluminium już zdobywało popularność: producenci samolotów przestali malować kadłuby o konstrukcji skorupowej, ponieważ lakier waży, a wypolerowany metal jest gładki. W 1932 von Brauchitsch — wówczas prywatny kierowca — wystawił na AVUS opływowego, srebrnego SSKL i wygrał, a komentator radiowy miał nazwać go srebrną strzałą. Na Avusrennen w 1934 roku zarówno Mercedes, jak i Auto Union wystawiały już srebrne samochody.
Tak więc nazwa pojawiła się przed legendą, która ją wyjaśnia. To, co legenda uchwyciła trafnie, to uczucie: od tego lata, jeśli samochód był srebrny, prawdopodobnie miał wygrać.
- Limit wagowy formuły
- 750 kg
- Pojemność W 25
- 3,360 cc
- Moc, 1934
- 354 PS
- Wynik debiutu
- 1. miejsce

Słowo
Silberpfeil.
Srebrna strzała. Nie wymysł działu marketingu, lecz komentatora – słowo na coś, co przeleciało zbyt szybko, by opisać to w inny sposób. Przylgnęło do dwóch rywalizujących niemieckich zespołów w latach 30., przetrwało wojnę światową i dwudziestoletnią ciszę, i powróciło wraz z samochodami. Dziewięćdziesiąt lat później Mercedes nadal maluje swoje maszyny wyścigowe kolorem, który nie jest farbą.
Rozdział II · 1934–1937
Siedemset pięćdziesiąt kilogramów.
Formuła, która zdefiniowała tę epokę, miała spowolnić wyścigi. Uznano, że ograniczenie masy samochodu Grand Prix do 750 kilogramów bez paliwa, oleju, wody i opon uniemożliwi zastosowanie monstrualnego silnika. Niemcy odczytali przepis odwrotnie: jeśli jedynym ograniczeniem jest masa, należy wydać wszystko na jej obniżenie, a uzyskany zapas przeznaczyć na moc. W ciągu czterech sezonów moc niemal się podwoiła.
Rok 1935 należał do Mercedesa – Rudolf Caracciola zdobył Mistrzostwo Europy w W 25. Rok 1936 zdecydowanie nie. Skrócony, mocniejszy samochód źle się prowadził, Auto Union i Bernd Rosemeyer zdominowali rok, a Mercedes zrobił coś niemal niespotykanego: w połowie sezonu zrezygnował i wrócił do domu, by przemyśleć.
W wyniku przemyśleń powstał oddzielny dział wyścigowy i 29-letni inżynier do jego prowadzenia, Rudolf Uhlenhaut, który zrobił coś, czego żaden menedżer nie robił: sam prowadził samochody z prędkością wyścigową, dopóki nie zrozumiał, dlaczego były tak okropne. Odpowiedzią było podwozie. Jego W 125 z 1937 roku otrzymał sztywniejszą ramę i znacznie bardziej miękkie, o większym skoku zawieszenie – przeciwieństwo powszechnej mądrości, i słuszne.
W jego wnętrzu znalazł się doładowany silnik 5,66-litrowy silnik rzędowy ośmiocylindrowy o mocy 595 KM. Caracciola ponownie zdobył mistrzostwo. Żaden inny samochód wyścigowy Grand Prix nie osiągnął takiej mocy aż do lat 80. XX wieku, kiedy pojawiły się silniki turbodoładowane – przez około pół wieku był to najpotężniejszy pojazd na starcie.
- Pojemność W 125
- 5,660 cc
- Moc
- 595 PS
- Prędkość maksymalna
- 320 km/h
- Cylindry
- 8
Rozdział III · 28 stycznia 1938
Ósma rano, na drodze publicznej.
Rekordy były kolejnym frontem wojny z Auto Union, a walka o nie toczyła się na autostradzie między Frankfurtem a Darmstadt, przy wstrzymanym ruchu. Mercedes przegrał tydzień rekordów w 1937 roku; na rok 1938 poprosił o przesunięcie wydarzenia na styczeń, aby cokolwiek się wydarzyło, mogło zostać zaprezentowane na lutowych targach motoryzacyjnych w Berlinie. Dwukrotna porażka nie była opcją, którą ktokolwiek chciałby opisywać.
Samochód był modelem W 125, owiniętym w karoserię zaprojektowaną w tunelu aerodynamicznym dla sterowców – z zakrytymi kołami, kokpitem zredukowanym do małej, pochylonej bańki, podwójnymi wylotami wydechu w nosie – i wyposażonym w silnik 5,6-litrowy silnik V12 z podwójnym doładowaniem o mocy około 765 KM zamiast wyścigowego rzędowego silnika ośmiocylindrowego. Caracciola wyruszył o ósmej rano, gdy powietrze było najzimniejsze i najspokojniejsze.
Dwa przejazdy, tam i z powrotem, uśredniono. Na lotnym kilometrze: 432,692 km/h. Na mili: 432,361 km/h. W drodze powrotnej samochód osiągnął 437 km/h. Kilka godzin później Bernd Rosemeyer próbował odpowiedzieć Auto Unionem na tym samym odcinku, został porwany przez boczny wiatr i zginął. Tego dnia zakończono próby rekordowe. Kolejny pomysł Mercedesa — 3000-konny T 80 z silnikiem lotniczym i zakładaną prędkością 750 km/h — zbudowano, lecz nigdy nie ruszył; wcześniej nadeszła wojna.

Autostrada Frankfurt–Darmstadt · Rudolf Caracciola · latający kilometr
432.692 km/h
Największa prędkość, jaką kiedykolwiek oficjalnie zmierzono na drodze publicznej – i tak pozostało przez prawie osiemdziesiąt lat.
Rozdział IV · 1938–1939
Trzy litry, a potem wojna.
Na rok 1938 twórcy przepisów zrezygnowali z limitu wagi i zamiast tego ograniczyli pojemność skokową: trzy litry z doładowaniem. Mercedes odpowiedział modelem W 154, V12 umieszczonym tak nisko w obniżonej ramie, że kierowca siedział obok wału napędowego, a nie nad nim. W pierwszym sezonie osiągał około 430 KM, a w drugim blisko 480, i to właśnie ten samochód znajduje się na zdjęciu u góry tej strony. Caracciola zdobył nim trzecie Mistrzostwo Europy w 1938 roku.
Następnie Włochy zmieniły zasady swojego własnego, sztandarowego wydarzenia. Grand Prix Trypolisu w 1939 roku miało być ograniczone do voiturettes o pojemności 1,5 litra – klasy, w której Niemcy nie mieli nic, a Alfa Romeo i Maserati miały wszystko.
Mercedes zaprojektował i zbudował zupełnie nowy samochód V8 o pojemności 1,5 litra, model W 165, w około osiem miesięcy, wysłał dwa egzemplarze do Libii i zajął pierwsze i drugie miejsce. Zwyciężył Hermann Lang. Pozostaje to jedną z najbardziej wymownych demonstracji zdolności inżynieryjnych w historii sportu, a samochód ścigał się dokładnie raz.
Lang dominował również w sezonie 1939, choć tytuł mistrza Europy nigdy nie został czysto rozstrzygnięty: mistrzostwa zostały przerwane przez wybuch wojny we wrześniu, a o tym, kto powinien był je wygrać, dyskutuje się do dziś. Dział wyścigowy został zamknięty. Samochody ukryto. Dwie dekady Srebrnych Strzał zakończyły się piętnastoma latami niczego.
Rozdział V · 1952–1954
Powrót, w srebrze.
Powrót był ostrożny i nastąpił poprzez samochody sportowe. Model 300 SL z 1952 roku został zbudowany na lekkiej, rurowej ramie przestrzennej, tak głębokiej w progach, że drzwi musiały otwierać się do góry. W jednym sezonie wygrał Le Mans, Carrera Panamericana przez Meksyk oraz wyścigi samochodów sportowych w Bernie i na Nürburgringu – wykorzystując silnik z seryjnego sedana. Dwa lata później trafił do sprzedaży jako 300 SL Gullwing.
Wyścigi Grand Prix były prawdziwym celem, a Mercedes czekał na formułę 2,5 litra z 1954 roku, zamiast dostosowywać się do starej. Powstały W 196 R miał ramę przestrzenną, wewnętrzne hamulce, rzędowy silnik ośmiocylindrowy leżący prawie na boku – i dwie rzeczy, których nikt inny nie miał.
Pierwszym był bezpośredni wtrysk paliwa, opracowany na podstawie prac nad silnikami lotniczymi Daimler-Benz, podczas gdy każdy rywal nadal używał gaźników. Drugim był rozrząd desmodromiczny: zawory zamykały się mechanicznie zamiast za pomocą sprężyn, więc nie mogły unosić się niezależnie od obrotów silnika.
Zadebiutował w Reims 4 lipca 1954 roku w opływowym nadwoziu o pełnej szerokości, a Juan Manuel Fangio i Karl Kling zajęli 1. i 2. miejsce, z przewagą okrążenia nad trzecim. Opływowy kształt miał jednak pewien haczyk: na Silverstone, gdzie zakręty były oznaczone beczkami z olejem, Fangio nie widział swoich przednich kół i przez całe popołudnie przewracał beczki. Nadwozie z otwartymi kołami pojawiło się w ciągu kilku tygodni. Fangio zdobył tytuł w 1954 i ponownie w 1955 roku; W 196 R wygrał dziewięć z dwunastu wyścigów mistrzowskich, w których brał udział.
- Pojemność skokowa
- 2,496 cc
- Moc, 1954
- 256 PS
- Zwycięstwa w mistrzostwach
- 9 / 12
- Tytuły kierowców
- 2

Rozdział VI · 1955
Najlepszy i najgorszy rok w historii firmy.
300 SLR był modelem W 196 R powiększonym do trzech litrów i wyposażonym w dwa siedzenia. 1 maja 1955 roku Stirling Moss i dziennikarz Denis Jenkinson przejechali nim tysiąc mil Mille Miglia w czasie 10 godzin, 7 minut i 48 sekund, ze średnią prędkością 157,65 km/h na zwykłych włoskich drogach. Jenkinson odczytywał notatki z trasy z rolki papieru w aluminiowej obudowie; pokonali Fangio o pół godziny i nikt nigdy nie pobił ich czasu. Jest to nadal, za powszechną zgodą, największy wyczyn w historii wyścigów drogowych.
Sześć tygodni później, 11 czerwca w Le Mans, 300 SLR Pierre'a Levegha wpadł w trybuny naprzeciwko boksów. Levegh i ponad osiemdziesięciu widzów zginęło – był to najgorszy wypadek w historii sportów motorowych. Wyścig trwał dalej; wczesnym rankiem, gdy pozostały samochód prowadził, Mercedes wycofał się z niego.
Sezon trwał, a zespół nadal wygrywał: zajął pierwsze trzy miejsca w Tourist Trophy, a w październiku pierwsze dwa w Targa Florio, odbierając Ferrari mistrzostwo świata samochodów sportowych przewagą jednego punktu; Fangio zdobył zaś drugi z rzędu tytuł kierowców. Następnie zarząd ogłosił decyzję, którą już podjął. Mercedes-Benz wycofywał się ze sportu motorowego, aby skoncentrować się na samochodach seryjnych. Wygrał w tym roku wszystko, co było do wygrania, i przez trzy dekady nie wrócił na szczyt.

Dwadzieścia jeden lat, sześć momentów.
Dwie odrębne kampanie, rozdzielone wojną, z prawie niczym wspólnym poza kolorem i nawykiem wygrywania.
1934
Debiut
W 25 wygrywa po raz pierwszy w Eifelrennen – i, jak głosi legenda, zostaje nazwany w ten sam weekend.
1937
W 125
5,66 litra, 595 KM. Przez około pół wieku żaden samochód Grand Prix nie dorównał mu mocą.
1938
Rekord
Caracciola osiąga średnią 432,692 km/h na autostradzie Frankfurt–Darmstadt o ósmej rano.
1939
Trypolis
Mercedes buduje 1,5-litrowy W 165 w około osiem miesięcy i pokonuje Włochy w ich własnym wyścigu, zajmując 1. i 2. miejsce.
1954
Reims
W 196 R wraca do wyścigów Grand Prix po piętnastu latach i zajmuje 1. i 2. miejsce w debiucie.
1955
Wszystko, potem nic
Oba tytuły mistrza świata, Mille Miglia – a po Le Mans wycofanie się, które trwało trzy dekady.
Epilog
Ile warte jest srebro.
Uhlenhaut zbudował dwa coupé 300 SLR na sezon, który nigdy się nie odbył, i używał jednego jako samochodu służbowego — drogowego auta zdolnego osiągnąć 290 km/h, z silnikiem Grand Prix za reflektorami. W maju 2022 roku Mercedes sprzedał jeden z dwóch egzemplarzy za 135 milionów euro; został on najdroższym samochodem w historii, niemal trzykrotnie przebijając poprzedni rekord.
Nazwa wróciła, zanim wróciły pieniądze. Srebrne samochody sportowe Sauber-Mercedes wygrały Le Mans w 1989 roku, a fabryczny zespół Formuły 1 od tego czasu nosi ten kolor. Barwy te były tysiąc razy wyjaśniane historią o nocy zdrapanej farby, która najprawdopodobniej nigdy nie miała miejsca – co w pewnym sensie jest trafne. Srebrne Strzały zawsze były częściowo mitem. Były też, przez dwadzieścia jeden lat, niepokonane, a ta część jest w księgach rekordów.